Giovanna stała przed lustrem w krótkim, bursztynowym,
satynowym szlafroczku, rozczesując swoje gęste, kręcone włosy. Nagle rozległ
się dźwięk dzwonka do drzwi. Dziewczyna usłyszała kroki swojego brata i
skrzypnięcie zamka, a zaraz potem doskonale znany jej głos i jedno, krótkie
zdanie, po którym wybuchła niepochamowanym śmiechem: „gramy dzisiaj w tego Batmana?”.
Wyszła z łazienki i stanęła w korytarzu naprzeciwko
osobnika, który zmierzył ją od stóp do głów stęsknionym spojrzeniem.
- Anna! – ryknął na całą Modenę i złapał ją w objęcia. Kiedy
już ją od siebie odsunął zatopił się w jej szarych oczach, nie mogąc się
ocknąć. Penetrował wzrokiem każdy zakątek jej twarzy, tęsknym spojrzeniem
kończąc na jej czerwonych ustach. Luca chrząknął, na co Matteo wypuścił ręce
Giovanny z żelaznego uścisku.
- Nic się nie zmieniłaś… - westchnął ciężko Piano, nie
spuszczając z niej oka. Ciężko było mu powstrzymać inne słowa, natrętnie
cisnące się na usta.
- Ty też Matteo! Jak tam nowy team? Słyszałam, że trafiłeś
do pierwszej szóstki. – powiedziała Giovanna, wskazując siatkarzowi wejście do
salonu. Luca pilnie ich obserwował, czekając na rozwój sytuacji. W głębi serca
bardzo chciał, by to właśnie Matteo został jego „szwagrem”, jednak zdawał sobie
sprawę, że to serca swojej siostry jest niezwykle ciężko dotrzeć.
Wieczór spędzili grając w Batmana i popijając włoskie,
czerwone wino. Matteo nie spuszczał oka z roześmianej Giovanny. Bił się z
myślami, ale przede wszystkim za wszelką cenę walczył z samym sobą.
Dwa dni później…
- 42% pozytywnego przyjęcia, 23% perfekcyjnego… Niech
zagrywa do piątej strefy. – młoda statystyk, zasłaniając usta i bliżej
przyciągając malutki mikrofon przekazywała trenerowi istotne informacje.
Jedna z ostatnich faz Ligii Mistrzów dobiegała końca, co
oznaczało podwojoną ilość pracy zarówno siatkarzy, sztabu, jak i statystyków.
Mecz z Trentino Volley nie należał do najłatwiejszych, a w okrojonym składzie,
okupionym kontuzjami był to ciężki orzech do zgryzienia.
…
Batalia z Trentino trwała już dobre dwie godziny, z pięknego
wyniku 2:0 dla Modeny, zrobiło się 2:2. Zapowiadał się pasjonujący tie-break,
jednak piekielnie ciężki dla zawodników Pallavolo, którzy wykończeni graniem na
sto procent w pierwszych dwóch setach, byli w słabszej dyspozycji. Giovanna
została wezwana przez trenera.
- Możesz mi pokazać statystyki w serwisie? Szczególnie
N’Gapheta, potrzebuję stabilnej zagrywki. – powiedział Lorenzetti, przeglądając
kartki i szukając właściwej tabelki.
- Na N’Gapetha to raczej bym tu nie liczyła… niska
regularność - odrzekła znudzonym głosem i wskazała wiersz z numerem zawodnika,
kiedy nad nią pojawiła się prawie dwumetrowa ściana.
- Na kogo byś nie liczyła? – Earvin popatrzył na dziewczynę
z góry, która była od niego dobre trzydzieści centymetrów niższa – Idź tam,
gdzie powinnaś być i nie baw się w trenera... – jednym ruchem „przesunął” ją
dalej od trenera i sam pochylił się nad stosem zapisków.
Giovanna stanęła jak wryta i z wściekłością wymalowaną na
twarzy spojrzała na N’Gapetha, który z zupełnym niewzruszeniem rozmawiał z
trenerem, który również nie przejął się bezczelnym zachowaniem siatkarza.
Chciała coś powiedzieć, ale nie potrafiła się zmóc, żeby
podejść i walczyć o swoje. Wtedy ktoś położył jej rękę na ramieniu. Był to
Bruno Rezende.
- Olej go, często tak się zachowuje, ale jak się go lepiej
pozna – naprawdę da się lubić. – uśmiechnął się.
- Szczerze w to wątpię. No trudno, muszę poznać swoje
miejsce w szeregu… - podniosła głowę, żeby spojrzeć na twarz rozgrywającego.
- To ty jesteś młoda Vettori?! – roześmiał się – Siostra tego,
tego tam? – spytał, wskazując palcem na Lucę, który niemiłosiernie znęcał się
nad swoim Libero, plasując mu piłki na środek boiska – Jesteś pewna, że macie
jednego ojca? Jesteście kompletnie niepodobni! – zastanowił się, lustrując
dziewczynę wzrokiem, na co Giovanna zaczęła się śmiać.
- Rzeczywiście bardzo się różnimy, zarówno z wyglądu, jak i
usposobienia, ale co zrobić…
- Ale ja nie narzekam. – puścił jej oko, na co Annie od razu
nasunęła się myśl „co za podrywacz”.
- Nie powinieneś przypadkiem się lepiej dogrzać? – wskazała
na otejpowane kolano, na co Bruno od razu pobiegł na parkiet.
Giovanna wróciła na swoje stanowisko, z którego oglądała
resztę meczu. Chłopaki wygrali 3:2, chociaż wynik tie-breaka w pierwszej fazie
nie wyglądał wesoło.
Po zakończeniu wszyscy udali się do szatni. Anna cierpliwie
czekała w korytarzu na brata, żeby z nim wrócić do domu. Pierwszy jednak
wyszedł N’Gapeth. Trzasnął drzwiami i z impetem ruszył do wyjścia, potrącając
przy tym Giovannę, której wysypały się wszystkie papiery i dokumenty. Całe zdarzenie
obserwował Matteo. Niewiele myśląc podbiegł do Earvina i gwałtownie pociągnął
go za kaptur.
- Co odwalasz N’Gapeth?! Mało ci problemów? Chcesz, to
załatwię ci kolejny! – wrzasnął i bliżej przyciągnął go za kołnierz. Francuz
zareagował jak zawsze i też podniósł rękę, żeby pokazać Piano, gdzie jego
miejsce. Giovanna patrzyła na całe zajście z szeroko otwartymi oczami, jednak
momentalnie się ocknęła i wpadła do szatni.
- Zróbcie coś, Matteo z N’Gapethem zaraz się pozabijają na
korytarzu! – krzyknęła, otwierając drzwi na oścież. Zawodnicy o dziwo nic sobie
z tego nie robili. Dziewczyna postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i pognała w
stronę skłóconych siatkarzy. Włoch zamachnął się, żeby przyłożyć wściekłemu
Francuzowi, kiedy między nich rzuciła się Giovanna. Prawy sierp, zamiast na
twarzy Earvina, wylądował centralnie na prawym łuku brwiowym młodej Vettori.
- O rany, Anna! – Piano złapał się za usta, widząc
zakrwawioną twarz dziewczyny która osunęła się po ścianie, trzymając kurczowo za
krwawiące miejsce. – Co ja ci zrobiłem! Strasznie cię boli? – spanikował
siatkarz i pobiegł do szatni, żeby wezwać pomoc.
Giovanna widziała tylko mroczki przed oczami, tym bardziej,
że na widok krwi zazwyczaj traciła kontakt ze światem, gdy zobaczyła swoją rękę
całą w czerwonej cieczy, powoli zaczęła odpływać.
Nagle z ciemności wyłoniła się przed nią znajoma, śniada
twarz. Pomachał jej ręką przed oczami, jednak Anna nie reagowała. Po chwili
poczuła, że odrywa się od ziemi i lekka jak
piórko unosi się nad podłożem…
Jest kolejny rozdział :) Przepraszam, że Was nie powiadamiam, ale nie mogę dodawać komentarzy, bo się automatycznie wylogowuję jak wchodzę na innego bloga o.O Jak ktoś wie, co się dzieje, to proszę, pomóżcie :)
Świetny <3
OdpowiedzUsuńJejciu zakochałam się <3
Czekam z niecierpliwością na kolejny <3
Zapraszam do mnie :**
Kiedy kolejny?
OdpowiedzUsuń