czwartek, 11 lutego 2016

Rozdział 2

Earvin zaniósł ją na rękach do szatni zawodników, gdzie sztab medyczny zostawił apteczkę. Ostrożnie oparł dziewczynę o ławki i wyciągnął worek z lodem, który przyłożył do oka Giovanny. Bez słowa popatrzył na spanikowanego Matteo i chłopaków, którzy bez słowa przyglądali się całej scenie. Piano nie wytrzymał długo stojąc bezradnie i momentalnie znalazł się obok leżącej Anny.

- Co jej się stało?! – do pomieszczenia wpadł Luca i zaraz pochylił się nad niekontaktującą siostrą. Odwrócił się do N’Gapetha – To twoja robota?! – kiwnął głową na przeciętą brew dziewczyny i spojrzał z mordem w oczach na Francuza.

- Spytaj kolegę. – odparł przyjmujący i wyciągnął z pateczki komplet bandaży. Vettori z niedowierzaniem zerknął na Piano, który z trudem pokiwał głową. Luca wziął od Earvina opatrunki i sam zajął się siostrą, która po chwili odzyskała przytomność.

- Anna, ja naprawdę nie chciałem, przecież wiesz, że w życiu bym nie tknął kobiety… - zaczął się tłumaczyć Matteo i wziął ją za rękę.

- No pewnie, nie przejmuj się… Muszę jechać z tym do szpitala? – spytała brata kombinującego coś przy jej twarzy.

- Już nie, to tylko draśnięcie. Zakleiłem ci specjalnym plastrem. To tylko tak tragicznie wyglądało, a z tobą Piano będę miał do pogadania. A wy co tu sterczycie jak kołki?! – Luca tracił nerwy. Siatkarze wyszli z szatni, mrucząc ciche „cześć”, dalej zszokowani całą sytuacją. Vettori pomógł podnieść się siostrze. Giovanna stanęła na nogi, lekko się chwiejąc.

- Już nie odpłyniesz? – spytał Matteo, chcąc rozluźnić sytuację, która szczerze mówiąc bardzo go zestresowała.

- Raczej nie, jakby co, to przecież mnie złapiecie. – Giovanna chciała dodać całemu zdarzeniu nutki humoru.

Luca wyszedł z siostrą z szatni, zakładając torbę na ramię. W pomieszczeniu pozostali tylko Francuz z Matteo.
Piano jeszcze raz zmierzył wzrokiem przyjmującego.

- Jeszcze raz ją potrącisz, dotkniesz, albo popatrzysz się nie tak, jak mi się podoba, to przysięgam ci, że pożałujesz. – wysyczał przez zęby z nieukrywaną wściekłością, na co N’Gapeth uśmiechnął się złośliwie i uniósł ręce w geście obronnym.

Wieczorem…

- Co tam się stało? – spytał Luca, już z chłodną głową, gdy jedli we dwójkę kolację.

- Nic takiego. Earvin mnie popchnął jak wychodził z hali, Matteo stracił nerwy i wytargał go za kołnierz. – powiedziała Giovanna, niewzruszona całą sytuacją.

- No ale jakim cudem Matteo zafundował ci podbite oko?! – Vettori nie mógł się nadziwić.

- Jak wpadłam do szatni nikt się nawet nie ruszył, żeby ich rozdzielić, więc postanowiłam zrobić to sama. Nie przypuszczałam, że Matteo tak zareaguje. Nie zauważył, że podeszłam. – tłumaczyła go.

- Jesteś tu drugi dzień i już zdążyłaś podpaść N’Gapethowi?! – roześmiał się Vettori – Prawdopodobnie pobiłaś rekord.

- Wkurzył się, że powiedziałam trenerowi o jego braku regularności w zagrywce… Nie przejmuj się tym. Nie chcę, żebyś z mojego powodu miał z nim na pieńku.

- Jest lubiany przez nieliczne osoby. Od początku mi nie pasował. Jest, bo jest, trzeba go ignorować. 
– stwierdził Luca – Napijesz się wina? – zmienił temat.

- Chętnie. – uśmiechnęła się Giovanna.

Po kolacji, Vettori poszedł oglądnąć powtórkę jakiegoś meczu, natomiast jego siostra marzyła tylko i wyłącznie o zatopieniu się w gorącej kąpieli. Kilka minut później leżała już w wannie pełnej gorącej wody, kiedy zadzwonił jej telefon. Wyciągnęła rękę po komórkę i odebrała. Dzwonił Matteo.

- Matteo, jeśli dalej przejmujesz się dzisiejszym zajściem, to naprawdę sobie odpuść. To był czysty przypadek, przecież wiem, że nigdy nie podbiłbyś mi umyślnie oka. – roześmiała się Giovanna.

- Ale Anna, mi jest tak strasznie głupio. Poniosło mnie, ale on cię potraktował jak jakiegoś śmiecia. Nie mogłem stać bezczynnie.

- Chciałeś mnie bronić, przecież nie mogę mieć do ciebie za to pretensji! Jesteś moim bohaterem. – Dziewczyna chciała pocieszyć przyjaciela.

- Skoro tak uważasz, to naprawdę spadł mi kamień z serca. A tak w ogóle to co robisz, nie przeszkadzam ci?

- Akurat siedzę w wannie, ale w żadnym wypadku mi nie przeszkadzasz.

- A… w wannie? – zawiesił głos, a Giovanna zdusiła śmiech - Tak właściwie, to chciałem się spytać, czy nie miałabyś ochoty gdzieś jutro wyjść… Nie wiem gdzie, może pokazałbym ci trochę Modenę?
Giovanna zastanowiła się… Czuła, co się pod tym kryje, ale…

- Czemu nie, tak naprawdę, to potrzebowałam dobrego przewodnika. – uśmiechnęła się do słuchawki.

- To  co, jutro o osiemnastej po ciebie przyjdę. Może być?

- Jak najbardziej. Do zobaczenia jutro na treningu.

- Jak za starych dobrych czasów… Trzymaj się Anna. Śpij dobrze. – rozłączył się. „Jak za starych dobrych czasów” - Giovanna zaczęła rozmyślać nad wszystkim, co ją tego dnia spotkało. Dlaczego N’Gapeth tak nerwowo na nią zareagował, przecież ocena skuteczności siatkarzy to jej praca! Jak mógł tak kpiąco ją potraktować.

Z tą myślą wyszła z wanny, wytarła się i przebrała w kolorową piżamę. Wyszła z łazienki i wśliznęła się cicho do pokoju brata, który namiętnie wpatrywał się w laptopa leżąc na swoim łóżku. Giovanna usiadła na jego skraju i zaczęła rozczesywać mokre, skołtunione włosy.

- Myślisz, że Matteo dalej coś do mnie czuje? – spytała brata z ukrywanym skrępowaniem, jednak chciała być szczera wobec niego.

Luca podniósł wzrok zad monitora i chwilę wpatrywał się w siostrę nic nie mówiąc. Wyprostował się i usiadł obok niej na łóżku.

- Dlaczego mnie się o to pytasz? – nieśmiało zerknął na Giovannę.

- Myślałam, że może ci coś mówił… - odparła.

- Zawsze uważał cię za bardzo ładną, mądrą, inteligentną… Cholera! Nie będę cię okłamywał… - podrapał się po głowie, nie mogąc ukryć zdenerwowania.

- Co masz na myśli?! – zdziwiła się dziewczyna.

- Jak dowiedział się, że masz przyjechać i pracować u nas w klubie, zdawał się być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Może nie znam się za bardzo na sprawach sercowych, ale jeśli on nie jest w tobie zakochany, to ja jestem królem Maroka. – roześmiał się wesoło, widząc spojrzenie swojej siostry.

- Tego się obawiałam… - wyszeptała Giovanna i ukryła twarz w dłoniach, gwałtownie kręcąc głową.

- Anna, nie żartuj. Nie cieszysz się?! – dla Vettori’ego był to niezły szok. – Matteo jest przecież taki przystojny, no przynajmniej fanki za nim szaleją. Jest bardzo troskliwy… co by tu jeszcze… ma poczucie humoru, może czasem jest trochę zwariowany, ale sama widzisz, że jest naprawdę fajnym facetem.

- Nawet nie próbuj mnie z nim swatać! – zaprotestowała. – Miałam z nim wystarczające problemy w poprzednim klubie. Nie chcę tego ponownie przechodzić.

- Jakie problemy?! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? – spytał z wyrzutem Vettori.


- Och Luca… żebyś ty tylko wiedział… - wyszeptała Giovanna.


Zaraz mnie ktoś zamorduje, że tak dawno dodałam ostatniego posta :) W szkole masakra, jutro ostatni dzień i ferie, będę dodawać częściej :) Ktoś to w ogóle czyta!?