piątek, 4 marca 2016

Rozdział 3

...

- Nie rozumiem… Giovanno powiedz mi, nie ukrywaj tego przede mną. – zmartwił się Luca.

- To wszystko była moja wina… zachowałam się jak ostatnia idiotka, bez żadnego uczucia, odrobiny serca. – słone łzy pociekły jej po policzkach. Tak długo je ukrywała.

- No powiedz mi w końcu o co chodzi. – położył jej rękę na kolanie.

- Kiedy oboje pracowaliśmy w Città di Castello, od razu wpadliśmy sobie w oko. Wiedziałam, że Matteo mnie kocha. Ja też go kochałam. Nie potrafiłam bez niego żyć. Był mężczyzną, z którym byłam pewna, że się ułoży, że będzie dobrze, ale wtedy odezwały się duchy przeszłości… - urwała, nie mogąc się opanować. Nikt nie wiedział o przeszłości, która się za nią ciągnęła, nawet Piano, z którym dwa lata temu łączyło ją bardzo wiele, nawet jej ukochany brat.

- Dlaczego mi nigdy o tym nie mówiłaś. Przecież to jest dla mnie ważne, to z czym tobie jest ciężko! Gav! Proszę cię… - brat złapał ją za rękę i mocno przytulił. – Co było dalej?

- To było podczas Ligi Mistrzów. Citta grała z Maceratą. Po meczu zawodnicy poszli rozdawać autografy. Wtedy zobaczyłam, jak Travica rozmawia z Matteo. Dragan odwrócił się i zawiesił na mnie wzrok. Wszystko do mnie wróciło… - nie mogła się opanować i zaczęła płakać.

- Ale jaki Travica?! Co on ma o tego? – Luca nie mógł się połapać.

- Nie pamiętasz twoich zgrupować pięć lat temu? Nie pamiętasz?!

- Zawsze mówił o tobie „moja mała Anna”. Traktował cię jak młodszą siostrę. Chyba nie brałaś tego na poważnie…

- Ty tego nie pamiętasz, bo grałeś na drugim końcu Włoch, ale ja pamiętam doskonale. Miałam praktyki w Perugii. Travica przyjeżdżał do mnie, bo było mi ciężko. Ty grałeś w Parmie, za daleko, żeby tak po prostu do mnie przyjechać.

- Chcesz powiedzieć, że wy…

- Po kilku miesiącach z tego rozwinęło się coś więcej. – uśmiechnęła się na samą myśl. – Jednak po roku poważnego związku, Dragan się znudził… - ciężko było jej o tym mówić, głos łamał jej się w pół słowa.

- Zostawił cię?! – Luca po raz pierwszy dowiedział się całej prawdy o reprezentacyjnym koledze, którego zawsze uważał za godnego zaufania – mylił się.

- Bez słowa wyjechał. Będąc daleko, zdołał mi wysłać tylko jednego sms’a: „Gav, to nie miało racji bytu…”. – ostatnie słowa wypowiedziała ostatkiem tchu, po czym wybuchła niepochamowanym płaczem. Vettori nie wypuszczał siostry z objęć, jednak nie mógł uwierzyć w to, jak jego młodsza, kochana Giovanna została potraktowana przez człowieka, z którym całe lata spędzał na tych samych parkietach.

- A co było z Matteo? – bał się spytać, jednak w końcu wydusił z siebie te słowa.

- Dzień po tym niefortunnym spotkaniu, powiedziałam mu, że nie dam rady, że zasługuje na kogoś lepszego. Poprosiłam go, żebyśmy zostali przyjaciółmi. Wiem, że bardzo mu na mnie zależało, dlatego się zgodził, jednak długo nie mógł się pogodzić z tym, że to koniec. Czuję, że wbiłam mu tym nóż w serce. – dokończyła, już nieco spokojniejsza.

- Matteo nic nie wie o Travicy? – dociekał Luca.

- Nie wie nic. Nikt o tym nie wie, poza mną i nim samym. No i teraz tobą. Błagam, nie wygadaj się braciszku, wiesz jak bardzo ci ufam.

- Dobrze wiesz, że nie będę w stanie wejść na boisko z tym dupkiem i nie obić mu mordy! – Vettori’emu ponownie zaczęły puszczać nerwy.

- Nie możesz. Błagam cię…. – Giovanna złapała Lucę za koszulkę.

- Postaram się, ale nie mogę ci tego obiecać. – chłopak wstał z łóżka i rzucił w siostrę ręcznikiem. – A teraz idź w końcu spać. – uśmiechnął się i zniknął za drzwiami, zostawiając zamyśloną Giovannę w pokoju.

Następnego dnia…

Rossini precyzyjnie na trzeci metr, Rezende rozegrał przyśpieszoną na prawe skrzydło, Luca w idealnym tempie obija blok Petrić’a i Piano, piłka ląduje w aucie, gwizdek…

- Panowie, ładna akcja! – Lorenzetti pochwalił chłopaków. – Gramy zmienionym składem! Ale najpierw dogrzejcie się jeszcze.  –  powiedział Angelo i wyszedł na chwilę, żeby załatwić papierkowe sprawy u prezesa.

Zawodnicy zaczęli się rozciągać na parkiecie. Giovanna liczyła statystykę swojego brata, kiedy nagle pojawił się przy niej we własnej osobie.

- Wszystko w porządku siostrzyczko? – mrugnął do niej okiem, wyrywając ją z zamyślenia.

- Co? Tak, jasne. – dziewczyna ocknęła się z transu i spojrzała na Lucę.

- Na pewno dobrze się czujesz? – dociekał.

- Kto się dobrze czuje, coś się stało? Gav, wszystko okej? – nagle obok nich stanął Matteo.

- Mówię, że wszystko w porządku, muszę się skupić na pracy. Chcecie wygrać Ligę Mistrzów?! – Giovannie puściły nerwy, nie panowała nad własnymi słowami. Piano z Vettorim odwrócili się i odeszli bez słowa.

Trening skończył się dwie godziny później. Luca czekał na siostrę w samochodzie. Dziewczyna jednak się nie pojawiła.
Giovanna szła korytarzem, gdy usłyszała znajomy głos.

- Hej, Giovanna, tak? – N’Gapeth przyśpieszył kroku, żeby ją dogonić.

- Earvin? – zdziwiła się na jego widok – Czego ode mnie znowu chcesz? – spytała znudzonym głosem. Francuz zastawił jej przejście i uniósł głowę do góry, próbując się wysłowić. Anna czekała na rozwój sytuacji.

- Słuchaj… No przepraszam za wczoraj, zachowałem się jak idiota. – wykrztusił z siebie, na co Giovanna zbierała szczękę z podłogi.

- Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu ci nie wierzę. – zrobiła wielkie oczy i wyminęła go, Earvin jednak nie pozwolił jej przejść.

- Daj spokój…

- Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Śpieszę się. – Giovanna zdecydowanie zakończyła rozmowę i zostawiła N’Gapetha samego.
Wpadła do samochodu jak rozjuszony niedźwiedź.

- Co jest?! – roześmiał się Vettori, widząc wściekłą siostrę, którą podobno bardzo ciężko wyprowadzić z równowagi.

- Uwierzysz, że ten podły żabojad próbował mnie nagle przepraszać za wczoraj?! – prychnęła.

- To chyba dobrze. Może w końcu się nawrócił?

- Nie sądzę… - odparła zrezygnowana. – Jedź do domu.

- Od kiedy tak ci się śpieszy?

- Umówiłam się. – dziewczyna przewróciła oczami.


- Z Matteo? – podpuszczał ją brat, ale Giovanna nie odpowiedziała. Pojechali do domu. 


Będę wstawiać jednak rzadziej, bo mam strasznie dużo nauki :) Musicie mi wybaczyć. Pozdrawiam Was cieplutko! :)

czwartek, 11 lutego 2016

Rozdział 2

Earvin zaniósł ją na rękach do szatni zawodników, gdzie sztab medyczny zostawił apteczkę. Ostrożnie oparł dziewczynę o ławki i wyciągnął worek z lodem, który przyłożył do oka Giovanny. Bez słowa popatrzył na spanikowanego Matteo i chłopaków, którzy bez słowa przyglądali się całej scenie. Piano nie wytrzymał długo stojąc bezradnie i momentalnie znalazł się obok leżącej Anny.

- Co jej się stało?! – do pomieszczenia wpadł Luca i zaraz pochylił się nad niekontaktującą siostrą. Odwrócił się do N’Gapetha – To twoja robota?! – kiwnął głową na przeciętą brew dziewczyny i spojrzał z mordem w oczach na Francuza.

- Spytaj kolegę. – odparł przyjmujący i wyciągnął z pateczki komplet bandaży. Vettori z niedowierzaniem zerknął na Piano, który z trudem pokiwał głową. Luca wziął od Earvina opatrunki i sam zajął się siostrą, która po chwili odzyskała przytomność.

- Anna, ja naprawdę nie chciałem, przecież wiesz, że w życiu bym nie tknął kobiety… - zaczął się tłumaczyć Matteo i wziął ją za rękę.

- No pewnie, nie przejmuj się… Muszę jechać z tym do szpitala? – spytała brata kombinującego coś przy jej twarzy.

- Już nie, to tylko draśnięcie. Zakleiłem ci specjalnym plastrem. To tylko tak tragicznie wyglądało, a z tobą Piano będę miał do pogadania. A wy co tu sterczycie jak kołki?! – Luca tracił nerwy. Siatkarze wyszli z szatni, mrucząc ciche „cześć”, dalej zszokowani całą sytuacją. Vettori pomógł podnieść się siostrze. Giovanna stanęła na nogi, lekko się chwiejąc.

- Już nie odpłyniesz? – spytał Matteo, chcąc rozluźnić sytuację, która szczerze mówiąc bardzo go zestresowała.

- Raczej nie, jakby co, to przecież mnie złapiecie. – Giovanna chciała dodać całemu zdarzeniu nutki humoru.

Luca wyszedł z siostrą z szatni, zakładając torbę na ramię. W pomieszczeniu pozostali tylko Francuz z Matteo.
Piano jeszcze raz zmierzył wzrokiem przyjmującego.

- Jeszcze raz ją potrącisz, dotkniesz, albo popatrzysz się nie tak, jak mi się podoba, to przysięgam ci, że pożałujesz. – wysyczał przez zęby z nieukrywaną wściekłością, na co N’Gapeth uśmiechnął się złośliwie i uniósł ręce w geście obronnym.

Wieczorem…

- Co tam się stało? – spytał Luca, już z chłodną głową, gdy jedli we dwójkę kolację.

- Nic takiego. Earvin mnie popchnął jak wychodził z hali, Matteo stracił nerwy i wytargał go za kołnierz. – powiedziała Giovanna, niewzruszona całą sytuacją.

- No ale jakim cudem Matteo zafundował ci podbite oko?! – Vettori nie mógł się nadziwić.

- Jak wpadłam do szatni nikt się nawet nie ruszył, żeby ich rozdzielić, więc postanowiłam zrobić to sama. Nie przypuszczałam, że Matteo tak zareaguje. Nie zauważył, że podeszłam. – tłumaczyła go.

- Jesteś tu drugi dzień i już zdążyłaś podpaść N’Gapethowi?! – roześmiał się Vettori – Prawdopodobnie pobiłaś rekord.

- Wkurzył się, że powiedziałam trenerowi o jego braku regularności w zagrywce… Nie przejmuj się tym. Nie chcę, żebyś z mojego powodu miał z nim na pieńku.

- Jest lubiany przez nieliczne osoby. Od początku mi nie pasował. Jest, bo jest, trzeba go ignorować. 
– stwierdził Luca – Napijesz się wina? – zmienił temat.

- Chętnie. – uśmiechnęła się Giovanna.

Po kolacji, Vettori poszedł oglądnąć powtórkę jakiegoś meczu, natomiast jego siostra marzyła tylko i wyłącznie o zatopieniu się w gorącej kąpieli. Kilka minut później leżała już w wannie pełnej gorącej wody, kiedy zadzwonił jej telefon. Wyciągnęła rękę po komórkę i odebrała. Dzwonił Matteo.

- Matteo, jeśli dalej przejmujesz się dzisiejszym zajściem, to naprawdę sobie odpuść. To był czysty przypadek, przecież wiem, że nigdy nie podbiłbyś mi umyślnie oka. – roześmiała się Giovanna.

- Ale Anna, mi jest tak strasznie głupio. Poniosło mnie, ale on cię potraktował jak jakiegoś śmiecia. Nie mogłem stać bezczynnie.

- Chciałeś mnie bronić, przecież nie mogę mieć do ciebie za to pretensji! Jesteś moim bohaterem. – Dziewczyna chciała pocieszyć przyjaciela.

- Skoro tak uważasz, to naprawdę spadł mi kamień z serca. A tak w ogóle to co robisz, nie przeszkadzam ci?

- Akurat siedzę w wannie, ale w żadnym wypadku mi nie przeszkadzasz.

- A… w wannie? – zawiesił głos, a Giovanna zdusiła śmiech - Tak właściwie, to chciałem się spytać, czy nie miałabyś ochoty gdzieś jutro wyjść… Nie wiem gdzie, może pokazałbym ci trochę Modenę?
Giovanna zastanowiła się… Czuła, co się pod tym kryje, ale…

- Czemu nie, tak naprawdę, to potrzebowałam dobrego przewodnika. – uśmiechnęła się do słuchawki.

- To  co, jutro o osiemnastej po ciebie przyjdę. Może być?

- Jak najbardziej. Do zobaczenia jutro na treningu.

- Jak za starych dobrych czasów… Trzymaj się Anna. Śpij dobrze. – rozłączył się. „Jak za starych dobrych czasów” - Giovanna zaczęła rozmyślać nad wszystkim, co ją tego dnia spotkało. Dlaczego N’Gapeth tak nerwowo na nią zareagował, przecież ocena skuteczności siatkarzy to jej praca! Jak mógł tak kpiąco ją potraktować.

Z tą myślą wyszła z wanny, wytarła się i przebrała w kolorową piżamę. Wyszła z łazienki i wśliznęła się cicho do pokoju brata, który namiętnie wpatrywał się w laptopa leżąc na swoim łóżku. Giovanna usiadła na jego skraju i zaczęła rozczesywać mokre, skołtunione włosy.

- Myślisz, że Matteo dalej coś do mnie czuje? – spytała brata z ukrywanym skrępowaniem, jednak chciała być szczera wobec niego.

Luca podniósł wzrok zad monitora i chwilę wpatrywał się w siostrę nic nie mówiąc. Wyprostował się i usiadł obok niej na łóżku.

- Dlaczego mnie się o to pytasz? – nieśmiało zerknął na Giovannę.

- Myślałam, że może ci coś mówił… - odparła.

- Zawsze uważał cię za bardzo ładną, mądrą, inteligentną… Cholera! Nie będę cię okłamywał… - podrapał się po głowie, nie mogąc ukryć zdenerwowania.

- Co masz na myśli?! – zdziwiła się dziewczyna.

- Jak dowiedział się, że masz przyjechać i pracować u nas w klubie, zdawał się być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Może nie znam się za bardzo na sprawach sercowych, ale jeśli on nie jest w tobie zakochany, to ja jestem królem Maroka. – roześmiał się wesoło, widząc spojrzenie swojej siostry.

- Tego się obawiałam… - wyszeptała Giovanna i ukryła twarz w dłoniach, gwałtownie kręcąc głową.

- Anna, nie żartuj. Nie cieszysz się?! – dla Vettori’ego był to niezły szok. – Matteo jest przecież taki przystojny, no przynajmniej fanki za nim szaleją. Jest bardzo troskliwy… co by tu jeszcze… ma poczucie humoru, może czasem jest trochę zwariowany, ale sama widzisz, że jest naprawdę fajnym facetem.

- Nawet nie próbuj mnie z nim swatać! – zaprotestowała. – Miałam z nim wystarczające problemy w poprzednim klubie. Nie chcę tego ponownie przechodzić.

- Jakie problemy?! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? – spytał z wyrzutem Vettori.


- Och Luca… żebyś ty tylko wiedział… - wyszeptała Giovanna.


Zaraz mnie ktoś zamorduje, że tak dawno dodałam ostatniego posta :) W szkole masakra, jutro ostatni dzień i ferie, będę dodawać częściej :) Ktoś to w ogóle czyta!? 

czwartek, 21 stycznia 2016

Rozdział 1

Giovanna stała przed lustrem w krótkim, bursztynowym, satynowym szlafroczku, rozczesując swoje gęste, kręcone włosy. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Dziewczyna usłyszała kroki swojego brata i skrzypnięcie zamka, a zaraz potem doskonale znany jej głos i jedno, krótkie zdanie, po którym wybuchła niepochamowanym śmiechem: „gramy dzisiaj w tego Batmana?”.

Wyszła z łazienki i stanęła w korytarzu naprzeciwko osobnika, który zmierzył ją od stóp do głów stęsknionym spojrzeniem.

- Anna! – ryknął na całą Modenę i złapał ją w objęcia. Kiedy już ją od siebie odsunął zatopił się w jej szarych oczach, nie mogąc się ocknąć. Penetrował wzrokiem każdy zakątek jej twarzy, tęsknym spojrzeniem kończąc na jej czerwonych ustach. Luca chrząknął, na co Matteo wypuścił ręce 
Giovanny z żelaznego uścisku.

- Nic się nie zmieniłaś… - westchnął ciężko Piano, nie spuszczając z niej oka. Ciężko było mu powstrzymać inne słowa, natrętnie cisnące się na usta.

- Ty też Matteo! Jak tam nowy team? Słyszałam, że trafiłeś do pierwszej szóstki. – powiedziała Giovanna, wskazując siatkarzowi wejście do salonu. Luca pilnie ich obserwował, czekając na rozwój sytuacji. W głębi serca bardzo chciał, by to właśnie Matteo został jego „szwagrem”, jednak zdawał sobie sprawę, że to serca swojej siostry jest niezwykle ciężko dotrzeć.

Wieczór spędzili grając w Batmana i popijając włoskie, czerwone wino. Matteo nie spuszczał oka z roześmianej Giovanny. Bił się z myślami, ale przede wszystkim za wszelką cenę walczył z samym sobą.

Dwa dni później…

- 42% pozytywnego przyjęcia, 23% perfekcyjnego… Niech zagrywa do piątej strefy. – młoda statystyk, zasłaniając usta i bliżej przyciągając malutki mikrofon przekazywała trenerowi istotne informacje.

Jedna z ostatnich faz Ligii Mistrzów dobiegała końca, co oznaczało podwojoną ilość pracy zarówno siatkarzy, sztabu, jak i statystyków. Mecz z Trentino Volley nie należał do najłatwiejszych, a w okrojonym składzie, okupionym kontuzjami był to ciężki orzech do zgryzienia.


Batalia z Trentino trwała już dobre dwie godziny, z pięknego wyniku 2:0 dla Modeny, zrobiło się 2:2. Zapowiadał się pasjonujący tie-break, jednak piekielnie ciężki dla zawodników Pallavolo, którzy wykończeni graniem na sto procent w pierwszych dwóch setach, byli w słabszej dyspozycji. Giovanna została wezwana przez trenera.

- Możesz mi pokazać statystyki w serwisie? Szczególnie N’Gapheta, potrzebuję stabilnej zagrywki. – powiedział Lorenzetti, przeglądając kartki i szukając właściwej tabelki.

- Na N’Gapetha to raczej bym tu nie liczyła… niska regularność - odrzekła znudzonym głosem i wskazała wiersz z numerem zawodnika, kiedy nad nią pojawiła się prawie dwumetrowa ściana.

- Na kogo byś nie liczyła? – Earvin popatrzył na dziewczynę z góry, która była od niego dobre trzydzieści centymetrów niższa – Idź tam, gdzie powinnaś być i nie baw się w trenera... – jednym ruchem „przesunął” ją dalej od trenera i sam pochylił się nad stosem zapisków.
Giovanna stanęła jak wryta i z wściekłością wymalowaną na twarzy spojrzała na N’Gapetha, który z zupełnym niewzruszeniem rozmawiał z trenerem, który również nie przejął się bezczelnym  zachowaniem siatkarza.

Chciała coś powiedzieć, ale nie potrafiła się zmóc, żeby podejść i walczyć o swoje. Wtedy ktoś położył jej rękę na ramieniu. Był to Bruno Rezende.

- Olej go, często tak się zachowuje, ale jak się go lepiej pozna – naprawdę da się lubić. – uśmiechnął się.

- Szczerze w to wątpię. No trudno, muszę poznać swoje miejsce w szeregu… - podniosła głowę, żeby spojrzeć na twarz rozgrywającego.

- To ty jesteś młoda Vettori?! – roześmiał się – Siostra tego, tego tam? – spytał, wskazując palcem na Lucę, który niemiłosiernie znęcał się nad swoim Libero, plasując mu piłki na środek boiska – Jesteś pewna, że macie jednego ojca? Jesteście kompletnie niepodobni! – zastanowił się, lustrując dziewczynę wzrokiem, na co Giovanna zaczęła się śmiać.

- Rzeczywiście bardzo się różnimy, zarówno z wyglądu, jak i usposobienia, ale co zrobić…

- Ale ja nie narzekam. – puścił jej oko, na co Annie od razu nasunęła się myśl „co za podrywacz”.

- Nie powinieneś przypadkiem się lepiej dogrzać? – wskazała na otejpowane kolano, na co Bruno od razu pobiegł na parkiet.

Giovanna wróciła na swoje stanowisko, z którego oglądała resztę meczu. Chłopaki wygrali 3:2, chociaż wynik tie-breaka w pierwszej fazie nie wyglądał wesoło.

Po zakończeniu wszyscy udali się do szatni. Anna cierpliwie czekała w korytarzu na brata, żeby z nim wrócić do domu. Pierwszy jednak wyszedł N’Gapeth. Trzasnął drzwiami i z impetem ruszył do wyjścia, potrącając przy tym Giovannę, której wysypały się wszystkie papiery i dokumenty. Całe zdarzenie obserwował Matteo. Niewiele myśląc podbiegł do Earvina i gwałtownie pociągnął go za kaptur.

- Co odwalasz N’Gapeth?! Mało ci problemów? Chcesz, to załatwię ci kolejny! – wrzasnął i bliżej przyciągnął go za kołnierz. Francuz zareagował jak zawsze i też podniósł rękę, żeby pokazać Piano, gdzie jego miejsce. Giovanna patrzyła na całe zajście z szeroko otwartymi oczami, jednak momentalnie się ocknęła i wpadła do szatni.

- Zróbcie coś, Matteo z N’Gapethem zaraz się pozabijają na korytarzu! – krzyknęła, otwierając drzwi na oścież. Zawodnicy o dziwo nic sobie z tego nie robili. Dziewczyna postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i pognała w stronę skłóconych siatkarzy. Włoch zamachnął się, żeby przyłożyć wściekłemu Francuzowi, kiedy między nich rzuciła się Giovanna. Prawy sierp, zamiast na twarzy Earvina, wylądował centralnie na prawym łuku brwiowym młodej Vettori.

- O rany, Anna! – Piano złapał się za usta, widząc zakrwawioną twarz dziewczyny która osunęła się po ścianie, trzymając kurczowo za krwawiące miejsce. – Co ja ci zrobiłem! Strasznie cię boli? – spanikował siatkarz i pobiegł do szatni, żeby wezwać pomoc.

Giovanna widziała tylko mroczki przed oczami, tym bardziej, że na widok krwi zazwyczaj traciła kontakt ze światem, gdy zobaczyła swoją rękę całą w czerwonej cieczy, powoli zaczęła odpływać.

Nagle z ciemności wyłoniła się przed nią znajoma, śniada twarz. Pomachał jej ręką przed oczami, jednak Anna nie reagowała. Po chwili poczuła, że odrywa się od ziemi i lekka jak  piórko unosi się nad podłożem…


Jest kolejny rozdział :) Przepraszam, że Was nie powiadamiam, ale nie mogę dodawać komentarzy, bo się automatycznie wylogowuję jak wchodzę na innego bloga o.O Jak ktoś wie, co się dzieje, to proszę, pomóżcie :)

środa, 13 stycznia 2016

Prolog

- O mój Boże, Luca! – rozległ się krzyk Giovanny, a zaraz potem huk i trzask walizek, które wypuściła z rąk, stając w progu mieszkania swojego brata.

- Siostrzyczko kochana, jak ja się za tobą stęskniłem! – siatkarz porwał dziewczynę w ramiona i nie miał najmniejszej ochoty wypuścić. Ona natomiast, jakby nigdy nic wyrwała się z objęć brata i wpadła do pierwszego lepszego pokoju, który tonął w pokładach kurzu, pudełek po pizzy i stertach niewypranych skarpetek.

- O mój Boże, całe szczęście, że przyjechałam… - wyszeptała, zasłaniając dłońmi twarz. – Dobrze, że nasza mama tego nie widzi. – dodała, po czym zaczęła się śmiać, przytulając się do Luci.

Jednak mieszkanie, pomijając, że żył w nim jeden z największych bałaganiarzy reprezentacji Włoch, wyglądało bardzo przyzwoicie. Z krótkiego korytarzyka wchodziło się prosto do jasnej, nowocześnie umeblowanej kuchni. Govannie szczególnie przypadły do gustu ciemne, kanciaste meble i ogromna przestrzeń, co prorokowało jej kulinarne popisy. Otwarte pomieszczenie było połączone z niewielkim salonikiem, urządzonym w podobnym stylu. Naprzeciw wejścia znajdowała się łazienka, niezwykle gustowna, pomimo niewielkich rozmiarów. Dziewczyna przystanęła na chwilę wyobrażając sobie siebie w ogromnej wannie, pełnej piany i gorącej wody. Po drugiej stronie mieszkania były dwie sypialnie, pierwsza z nich należała do wiadomego osobnika, sądząc po zapachu i niemocy określenia koloru dywanu, druga natomiast, urządzona w pięknych, ciepłych kolorach - do Giovanny. Dziewczyna weszła do pokoju, ciągnięta za rękę przez swojego brata.

- I co, podoba ci się? – spytał Luca, ciesząc się na widok uśmiechniętej siostry.

- I to jak! – westchnęła z zachwytem Giovanna. Spojrzała na ogromne, białe biurko, z resztą jak wszystkie meble. Ogromne okno, przez które wpadał ogrom wiosennego słońca, otulały czerwone zasłony. Zaraz obok okna stała potężna szafa, a naprzeciwko gigantyczne łóżko, na które niewiele myśląc Giovanna rzuciła się z wielkim impetem, ciągnąc za sobą brata.

Leżeli tak dobrą godzinę, rozmawiając o przeróżnych sprawach: poczynając na siatkówce, kończąc na przepisach kulinarnych.

- Cieszysz się z nowej pracy? – spytał Luca.

- Raczej tak. Nabiorę doświadczenia, będę pracować z profesjonalistami… - zawahała się – poznam nowych ludzi…

- Ty, poznasz nowych ludzi?! – roześmiał się Vettori. – prędzej uwierzę, że Matteo zagra w reprezentacji Senegalu! – żartował z siostry, znając jej nieśmiałe i tajemnicze usposobienie.

- Nie mów tak… Na pewno mi w tym pomożesz braciszku. Z tobą z pewnością mi będzie łatwiej. – uśmiechnęła się słodko do mężczyzny, całując go czule w policzek.


Luca spojrzał na siostrę i jej błyszczące oczy, zdając sobie sprawę, z jak piękną i wyjątkową dziewczyną ma do czynienia…



Myślałam, że będzie później i dłużej mi zejdzie, ale że się dobrze pisze, to po co czekać... :) Więc jest prolog, kolejne rozdziały będą dłuższe oczywiście, to jest dopiero przystawka :) Będę dodawać co kilka dni, bo liceum, dużo nauki, matematyka królową i same rozumiecie... proszę o jak najwięcej komentarzy - to mega motywuje! :) 


niedziela, 10 stycznia 2016

Witam w nowej odsłonie!

Witam was ciepło po bardzo długiej przerwie, w czasie której bardzo dużo się wydarzyło zarówno w życiu siatkówki, jak i w moim osobistym. Za kilka tygodni wystartuję tutaj z nowym opowiadaniem, naturalnie z naszym ukochanym sportem w roli głównej. Bohaterowie nieco inni, niż zwykle i niektórzy być może trochę kontrowersyjni, ale o tym już zdecydujecie sami :)