czwartek, 21 stycznia 2016

Rozdział 1

Giovanna stała przed lustrem w krótkim, bursztynowym, satynowym szlafroczku, rozczesując swoje gęste, kręcone włosy. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Dziewczyna usłyszała kroki swojego brata i skrzypnięcie zamka, a zaraz potem doskonale znany jej głos i jedno, krótkie zdanie, po którym wybuchła niepochamowanym śmiechem: „gramy dzisiaj w tego Batmana?”.

Wyszła z łazienki i stanęła w korytarzu naprzeciwko osobnika, który zmierzył ją od stóp do głów stęsknionym spojrzeniem.

- Anna! – ryknął na całą Modenę i złapał ją w objęcia. Kiedy już ją od siebie odsunął zatopił się w jej szarych oczach, nie mogąc się ocknąć. Penetrował wzrokiem każdy zakątek jej twarzy, tęsknym spojrzeniem kończąc na jej czerwonych ustach. Luca chrząknął, na co Matteo wypuścił ręce 
Giovanny z żelaznego uścisku.

- Nic się nie zmieniłaś… - westchnął ciężko Piano, nie spuszczając z niej oka. Ciężko było mu powstrzymać inne słowa, natrętnie cisnące się na usta.

- Ty też Matteo! Jak tam nowy team? Słyszałam, że trafiłeś do pierwszej szóstki. – powiedziała Giovanna, wskazując siatkarzowi wejście do salonu. Luca pilnie ich obserwował, czekając na rozwój sytuacji. W głębi serca bardzo chciał, by to właśnie Matteo został jego „szwagrem”, jednak zdawał sobie sprawę, że to serca swojej siostry jest niezwykle ciężko dotrzeć.

Wieczór spędzili grając w Batmana i popijając włoskie, czerwone wino. Matteo nie spuszczał oka z roześmianej Giovanny. Bił się z myślami, ale przede wszystkim za wszelką cenę walczył z samym sobą.

Dwa dni później…

- 42% pozytywnego przyjęcia, 23% perfekcyjnego… Niech zagrywa do piątej strefy. – młoda statystyk, zasłaniając usta i bliżej przyciągając malutki mikrofon przekazywała trenerowi istotne informacje.

Jedna z ostatnich faz Ligii Mistrzów dobiegała końca, co oznaczało podwojoną ilość pracy zarówno siatkarzy, sztabu, jak i statystyków. Mecz z Trentino Volley nie należał do najłatwiejszych, a w okrojonym składzie, okupionym kontuzjami był to ciężki orzech do zgryzienia.


Batalia z Trentino trwała już dobre dwie godziny, z pięknego wyniku 2:0 dla Modeny, zrobiło się 2:2. Zapowiadał się pasjonujący tie-break, jednak piekielnie ciężki dla zawodników Pallavolo, którzy wykończeni graniem na sto procent w pierwszych dwóch setach, byli w słabszej dyspozycji. Giovanna została wezwana przez trenera.

- Możesz mi pokazać statystyki w serwisie? Szczególnie N’Gapheta, potrzebuję stabilnej zagrywki. – powiedział Lorenzetti, przeglądając kartki i szukając właściwej tabelki.

- Na N’Gapetha to raczej bym tu nie liczyła… niska regularność - odrzekła znudzonym głosem i wskazała wiersz z numerem zawodnika, kiedy nad nią pojawiła się prawie dwumetrowa ściana.

- Na kogo byś nie liczyła? – Earvin popatrzył na dziewczynę z góry, która była od niego dobre trzydzieści centymetrów niższa – Idź tam, gdzie powinnaś być i nie baw się w trenera... – jednym ruchem „przesunął” ją dalej od trenera i sam pochylił się nad stosem zapisków.
Giovanna stanęła jak wryta i z wściekłością wymalowaną na twarzy spojrzała na N’Gapetha, który z zupełnym niewzruszeniem rozmawiał z trenerem, który również nie przejął się bezczelnym  zachowaniem siatkarza.

Chciała coś powiedzieć, ale nie potrafiła się zmóc, żeby podejść i walczyć o swoje. Wtedy ktoś położył jej rękę na ramieniu. Był to Bruno Rezende.

- Olej go, często tak się zachowuje, ale jak się go lepiej pozna – naprawdę da się lubić. – uśmiechnął się.

- Szczerze w to wątpię. No trudno, muszę poznać swoje miejsce w szeregu… - podniosła głowę, żeby spojrzeć na twarz rozgrywającego.

- To ty jesteś młoda Vettori?! – roześmiał się – Siostra tego, tego tam? – spytał, wskazując palcem na Lucę, który niemiłosiernie znęcał się nad swoim Libero, plasując mu piłki na środek boiska – Jesteś pewna, że macie jednego ojca? Jesteście kompletnie niepodobni! – zastanowił się, lustrując dziewczynę wzrokiem, na co Giovanna zaczęła się śmiać.

- Rzeczywiście bardzo się różnimy, zarówno z wyglądu, jak i usposobienia, ale co zrobić…

- Ale ja nie narzekam. – puścił jej oko, na co Annie od razu nasunęła się myśl „co za podrywacz”.

- Nie powinieneś przypadkiem się lepiej dogrzać? – wskazała na otejpowane kolano, na co Bruno od razu pobiegł na parkiet.

Giovanna wróciła na swoje stanowisko, z którego oglądała resztę meczu. Chłopaki wygrali 3:2, chociaż wynik tie-breaka w pierwszej fazie nie wyglądał wesoło.

Po zakończeniu wszyscy udali się do szatni. Anna cierpliwie czekała w korytarzu na brata, żeby z nim wrócić do domu. Pierwszy jednak wyszedł N’Gapeth. Trzasnął drzwiami i z impetem ruszył do wyjścia, potrącając przy tym Giovannę, której wysypały się wszystkie papiery i dokumenty. Całe zdarzenie obserwował Matteo. Niewiele myśląc podbiegł do Earvina i gwałtownie pociągnął go za kaptur.

- Co odwalasz N’Gapeth?! Mało ci problemów? Chcesz, to załatwię ci kolejny! – wrzasnął i bliżej przyciągnął go za kołnierz. Francuz zareagował jak zawsze i też podniósł rękę, żeby pokazać Piano, gdzie jego miejsce. Giovanna patrzyła na całe zajście z szeroko otwartymi oczami, jednak momentalnie się ocknęła i wpadła do szatni.

- Zróbcie coś, Matteo z N’Gapethem zaraz się pozabijają na korytarzu! – krzyknęła, otwierając drzwi na oścież. Zawodnicy o dziwo nic sobie z tego nie robili. Dziewczyna postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i pognała w stronę skłóconych siatkarzy. Włoch zamachnął się, żeby przyłożyć wściekłemu Francuzowi, kiedy między nich rzuciła się Giovanna. Prawy sierp, zamiast na twarzy Earvina, wylądował centralnie na prawym łuku brwiowym młodej Vettori.

- O rany, Anna! – Piano złapał się za usta, widząc zakrwawioną twarz dziewczyny która osunęła się po ścianie, trzymając kurczowo za krwawiące miejsce. – Co ja ci zrobiłem! Strasznie cię boli? – spanikował siatkarz i pobiegł do szatni, żeby wezwać pomoc.

Giovanna widziała tylko mroczki przed oczami, tym bardziej, że na widok krwi zazwyczaj traciła kontakt ze światem, gdy zobaczyła swoją rękę całą w czerwonej cieczy, powoli zaczęła odpływać.

Nagle z ciemności wyłoniła się przed nią znajoma, śniada twarz. Pomachał jej ręką przed oczami, jednak Anna nie reagowała. Po chwili poczuła, że odrywa się od ziemi i lekka jak  piórko unosi się nad podłożem…


Jest kolejny rozdział :) Przepraszam, że Was nie powiadamiam, ale nie mogę dodawać komentarzy, bo się automatycznie wylogowuję jak wchodzę na innego bloga o.O Jak ktoś wie, co się dzieje, to proszę, pomóżcie :)

środa, 13 stycznia 2016

Prolog

- O mój Boże, Luca! – rozległ się krzyk Giovanny, a zaraz potem huk i trzask walizek, które wypuściła z rąk, stając w progu mieszkania swojego brata.

- Siostrzyczko kochana, jak ja się za tobą stęskniłem! – siatkarz porwał dziewczynę w ramiona i nie miał najmniejszej ochoty wypuścić. Ona natomiast, jakby nigdy nic wyrwała się z objęć brata i wpadła do pierwszego lepszego pokoju, który tonął w pokładach kurzu, pudełek po pizzy i stertach niewypranych skarpetek.

- O mój Boże, całe szczęście, że przyjechałam… - wyszeptała, zasłaniając dłońmi twarz. – Dobrze, że nasza mama tego nie widzi. – dodała, po czym zaczęła się śmiać, przytulając się do Luci.

Jednak mieszkanie, pomijając, że żył w nim jeden z największych bałaganiarzy reprezentacji Włoch, wyglądało bardzo przyzwoicie. Z krótkiego korytarzyka wchodziło się prosto do jasnej, nowocześnie umeblowanej kuchni. Govannie szczególnie przypadły do gustu ciemne, kanciaste meble i ogromna przestrzeń, co prorokowało jej kulinarne popisy. Otwarte pomieszczenie było połączone z niewielkim salonikiem, urządzonym w podobnym stylu. Naprzeciw wejścia znajdowała się łazienka, niezwykle gustowna, pomimo niewielkich rozmiarów. Dziewczyna przystanęła na chwilę wyobrażając sobie siebie w ogromnej wannie, pełnej piany i gorącej wody. Po drugiej stronie mieszkania były dwie sypialnie, pierwsza z nich należała do wiadomego osobnika, sądząc po zapachu i niemocy określenia koloru dywanu, druga natomiast, urządzona w pięknych, ciepłych kolorach - do Giovanny. Dziewczyna weszła do pokoju, ciągnięta za rękę przez swojego brata.

- I co, podoba ci się? – spytał Luca, ciesząc się na widok uśmiechniętej siostry.

- I to jak! – westchnęła z zachwytem Giovanna. Spojrzała na ogromne, białe biurko, z resztą jak wszystkie meble. Ogromne okno, przez które wpadał ogrom wiosennego słońca, otulały czerwone zasłony. Zaraz obok okna stała potężna szafa, a naprzeciwko gigantyczne łóżko, na które niewiele myśląc Giovanna rzuciła się z wielkim impetem, ciągnąc za sobą brata.

Leżeli tak dobrą godzinę, rozmawiając o przeróżnych sprawach: poczynając na siatkówce, kończąc na przepisach kulinarnych.

- Cieszysz się z nowej pracy? – spytał Luca.

- Raczej tak. Nabiorę doświadczenia, będę pracować z profesjonalistami… - zawahała się – poznam nowych ludzi…

- Ty, poznasz nowych ludzi?! – roześmiał się Vettori. – prędzej uwierzę, że Matteo zagra w reprezentacji Senegalu! – żartował z siostry, znając jej nieśmiałe i tajemnicze usposobienie.

- Nie mów tak… Na pewno mi w tym pomożesz braciszku. Z tobą z pewnością mi będzie łatwiej. – uśmiechnęła się słodko do mężczyzny, całując go czule w policzek.


Luca spojrzał na siostrę i jej błyszczące oczy, zdając sobie sprawę, z jak piękną i wyjątkową dziewczyną ma do czynienia…



Myślałam, że będzie później i dłużej mi zejdzie, ale że się dobrze pisze, to po co czekać... :) Więc jest prolog, kolejne rozdziały będą dłuższe oczywiście, to jest dopiero przystawka :) Będę dodawać co kilka dni, bo liceum, dużo nauki, matematyka królową i same rozumiecie... proszę o jak najwięcej komentarzy - to mega motywuje! :) 


niedziela, 10 stycznia 2016

Witam w nowej odsłonie!

Witam was ciepło po bardzo długiej przerwie, w czasie której bardzo dużo się wydarzyło zarówno w życiu siatkówki, jak i w moim osobistym. Za kilka tygodni wystartuję tutaj z nowym opowiadaniem, naturalnie z naszym ukochanym sportem w roli głównej. Bohaterowie nieco inni, niż zwykle i niektórzy być może trochę kontrowersyjni, ale o tym już zdecydujecie sami :)