...
- Nie rozumiem… Giovanno powiedz mi, nie ukrywaj tego przede
mną. – zmartwił się Luca.
- To wszystko była moja wina… zachowałam się jak ostatnia
idiotka, bez żadnego uczucia, odrobiny serca. – słone łzy pociekły jej po
policzkach. Tak długo je ukrywała.
- No powiedz mi w końcu o co chodzi. – położył jej rękę na
kolanie.
- Kiedy oboje pracowaliśmy w Città di Castello, od razu
wpadliśmy sobie w oko. Wiedziałam, że Matteo mnie kocha. Ja też go kochałam.
Nie potrafiłam bez niego żyć. Był mężczyzną, z którym byłam pewna, że się
ułoży, że będzie dobrze, ale wtedy odezwały się duchy przeszłości… - urwała,
nie mogąc się opanować. Nikt nie wiedział o przeszłości, która się za nią
ciągnęła, nawet Piano, z którym dwa lata temu łączyło ją bardzo wiele, nawet
jej ukochany brat.
- Dlaczego mi nigdy o tym nie mówiłaś. Przecież to jest dla
mnie ważne, to z czym tobie jest ciężko! Gav! Proszę cię… - brat złapał ją za
rękę i mocno przytulił. – Co było dalej?
- To było podczas Ligi Mistrzów. Citta grała z Maceratą. Po
meczu zawodnicy poszli rozdawać autografy. Wtedy zobaczyłam, jak Travica
rozmawia z Matteo. Dragan odwrócił się i zawiesił na mnie wzrok. Wszystko do
mnie wróciło… - nie mogła się opanować i zaczęła płakać.
- Ale jaki Travica?! Co on ma o tego? – Luca nie mógł się
połapać.
- Nie pamiętasz twoich zgrupować pięć lat temu? Nie
pamiętasz?!
- Zawsze mówił o tobie „moja mała Anna”. Traktował cię jak
młodszą siostrę. Chyba nie brałaś tego na poważnie…
- Ty tego nie pamiętasz, bo grałeś na drugim końcu Włoch,
ale ja pamiętam doskonale. Miałam praktyki w Perugii. Travica przyjeżdżał do
mnie, bo było mi ciężko. Ty grałeś w Parmie, za daleko, żeby tak po prostu do
mnie przyjechać.
- Chcesz powiedzieć, że wy…
- Po kilku miesiącach z tego rozwinęło się coś więcej. –
uśmiechnęła się na samą myśl. – Jednak po roku poważnego związku, Dragan się
znudził… - ciężko było jej o tym mówić, głos łamał jej się w pół słowa.
- Zostawił cię?! – Luca po raz pierwszy dowiedział się całej
prawdy o reprezentacyjnym koledze, którego zawsze uważał za godnego zaufania –
mylił się.
- Bez słowa wyjechał. Będąc daleko, zdołał mi wysłać tylko
jednego sms’a: „Gav, to nie miało racji bytu…”. – ostatnie słowa wypowiedziała
ostatkiem tchu, po czym wybuchła niepochamowanym płaczem. Vettori nie
wypuszczał siostry z objęć, jednak nie mógł uwierzyć w to, jak jego młodsza,
kochana Giovanna została potraktowana przez człowieka, z którym całe lata
spędzał na tych samych parkietach.
- A co było z Matteo? – bał się spytać, jednak w końcu
wydusił z siebie te słowa.
- Dzień po tym niefortunnym spotkaniu, powiedziałam mu, że
nie dam rady, że zasługuje na kogoś lepszego. Poprosiłam go, żebyśmy zostali
przyjaciółmi. Wiem, że bardzo mu na mnie zależało, dlatego się zgodził, jednak
długo nie mógł się pogodzić z tym, że to koniec. Czuję, że wbiłam mu tym nóż w
serce. – dokończyła, już nieco spokojniejsza.
- Matteo nic nie wie o Travicy? – dociekał Luca.
- Nie wie nic. Nikt o tym nie wie, poza mną i nim samym. No
i teraz tobą. Błagam, nie wygadaj się braciszku, wiesz jak bardzo ci ufam.
- Dobrze wiesz, że nie będę w stanie wejść na boisko z tym
dupkiem i nie obić mu mordy! – Vettori’emu ponownie zaczęły puszczać nerwy.
- Nie możesz. Błagam cię…. – Giovanna złapała Lucę za
koszulkę.
- Postaram się, ale nie mogę ci tego obiecać. – chłopak
wstał z łóżka i rzucił w siostrę ręcznikiem. – A teraz idź w końcu spać. –
uśmiechnął się i zniknął za drzwiami, zostawiając zamyśloną Giovannę w pokoju.
Następnego dnia…
Rossini precyzyjnie na trzeci metr, Rezende rozegrał
przyśpieszoną na prawe skrzydło, Luca w idealnym tempie obija blok Petrić’a i
Piano, piłka ląduje w aucie, gwizdek…
- Panowie, ładna akcja! – Lorenzetti pochwalił chłopaków. –
Gramy zmienionym składem! Ale najpierw dogrzejcie się jeszcze. –
powiedział Angelo i wyszedł na chwilę, żeby załatwić papierkowe sprawy u
prezesa.
Zawodnicy zaczęli się rozciągać na parkiecie. Giovanna
liczyła statystykę swojego brata, kiedy nagle pojawił się przy niej we własnej
osobie.
- Wszystko w porządku siostrzyczko? – mrugnął do niej okiem,
wyrywając ją z zamyślenia.
- Co? Tak, jasne. – dziewczyna ocknęła się z transu i
spojrzała na Lucę.
- Na pewno dobrze się czujesz? – dociekał.
- Kto się dobrze czuje, coś się stało? Gav, wszystko okej? –
nagle obok nich stanął Matteo.
- Mówię, że wszystko w porządku, muszę się skupić na pracy.
Chcecie wygrać Ligę Mistrzów?! – Giovannie puściły nerwy, nie panowała nad
własnymi słowami. Piano z Vettorim odwrócili się i odeszli bez słowa.
Trening skończył się dwie godziny później. Luca czekał na
siostrę w samochodzie. Dziewczyna jednak się nie pojawiła.
Giovanna szła korytarzem, gdy usłyszała znajomy głos.
- Hej, Giovanna, tak? – N’Gapeth przyśpieszył kroku, żeby ją
dogonić.
- Earvin? – zdziwiła się na jego widok – Czego ode mnie
znowu chcesz? – spytała znudzonym głosem. Francuz zastawił jej przejście i
uniósł głowę do góry, próbując się wysłowić. Anna czekała na rozwój sytuacji.
- Słuchaj… No przepraszam za wczoraj, zachowałem się jak
idiota. – wykrztusił z siebie, na co Giovanna zbierała szczękę z podłogi.
- Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu ci nie wierzę. – zrobiła
wielkie oczy i wyminęła go, Earvin jednak nie pozwolił jej przejść.
- Daj spokój…
- Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Śpieszę się. –
Giovanna zdecydowanie zakończyła rozmowę i zostawiła N’Gapetha samego.
Wpadła do samochodu jak rozjuszony niedźwiedź.
- Co jest?! – roześmiał się Vettori, widząc wściekłą
siostrę, którą podobno bardzo ciężko wyprowadzić z równowagi.
- Uwierzysz, że ten podły żabojad próbował mnie nagle
przepraszać za wczoraj?! – prychnęła.
- To chyba dobrze. Może w końcu się nawrócił?
- Nie sądzę… - odparła zrezygnowana. – Jedź do domu.
- Od kiedy tak ci się śpieszy?
- Umówiłam się. – dziewczyna przewróciła oczami.
- Z Matteo? – podpuszczał ją brat, ale Giovanna nie
odpowiedziała. Pojechali do domu.
Będę wstawiać jednak rzadziej, bo mam strasznie dużo nauki :) Musicie mi wybaczyć. Pozdrawiam Was cieplutko! :)